Kiedy już stało się jasne, że wojna Japonii ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki
Północnej jest nieunikniona należało zastanowić się jak najefektywniej
rozegrać pierwszą fazę konfliktu zbrojnego. Embargo naftowe nałożone na Japonię
w czerwcu 1941 roku odcięło dopływ "krwi wojny" do państwa kwitnącej wiśni.
Tak więc jasne było, że pierwsze operacje wojskowe przeprowadzone
powinny być w taki sposób by zapewnić obfite źródła zaopatrzenia w ropę
naftową. Doskonałym celem stały się rejony Azji Południowo-Wschodniej
bogate w ten surowiec. Dwa sztaby decydujące o strategii Japonii w zbliżającej się wojnie miały
jak zwykle odmienne zdanie na sposób osiągnięcia tego celu. Sztab Generalny
Marynarki Wojennej postulował przeprowadzenie akcji zajęcia pól naftowych
z użyciem większości sił nawodnych a następnie wydanie bitwy Flocie
Pacyfiku, która zapewne wypłynie z Pearl Harbor i stanie do konfrontacji.
Jednak oficerowie Sztabu Połączonej Floty planowali o wiele bardziej śmiałą
i bezprecedensową akcję. Jej największym orędownikiem był
admirał Isoroku
Yamamoto. Twierdził on, że zaatakowanie i zajęcie pól naftowych znajdujących
się daleko na południu jest wielce ryzykowne bez uprzedniego zneutralizowania
amerykańskiej floty. Zdaniem admirała Yamamoto mogłoby
to spowodować zostawienie
na pastwę losu macierzystych wysp Japonii. Dowodził, że w razie ataku
sił Floty Pacyfiku na rejony zachodniego Pacyfiku operujący na południu
zespół uderzeniowy nie zdąży przegrupować sił i stawić skutecznie czoła
nieprzyjacielowi. Yamamoto stwierdził, że zajęcie złóż ropy powinno poprzedzić
uderzenie na Flotę Pacyfiku stacjonującą na Hawajach. Tak też narodził się
pomysł ataku na Pearl Harbor. Mimo protestów Sztabu Generalnego Marynarki
Wojennej, która uważała cały ten plan za zbyt ryzykowny Yamamoto uzyskał
aprobatę Tokio na przeprowadzenie akcji. Przygotowania do niej rozpoczęły
się na 35 dni przed wybuchem wojny, dokładnie 3 listopada 1941 roku.
|